Nazwa spodziectwo obejmuje rozległe spektrum zaburzeń rozwojowych prącia. Można powiedzieć, że w różnych proporcjach występuje kombinacja następujących cech:
– ze krótka cewka moczowa – uchodzi na części brzusznej prącia, w kącie prąciowo-mosznowym, na rozszczepionej mosznie lub kroczu
– rozszczepiony na stronie brzusznej napletek, masa skóry jest przesunięta w formie jakby kaptura na grzbiet prącia
– przygięcie brzuszne prącia i czasem jego rotacja
Z chirurgicznego punktu widzenia zwraca uwagę fakt, że brzuszna powierzchnia prącia jest niedorozwinięta – skóra cienka, brak zróżnicowania tkanek na typowe dla normalnej anatomii warstwy, brak ciała gąbczastego cewki. Znajdujące się tu w miejscu normalnej anatomii włókniste tkanki czasem odpowiadają za przygięcie prącia. Skóra brzusznej powierzchni przygiętego prącia jest „za krótka”. Niekiedy zdarza się, że prącia dotknięte spodziectwem są małe, bywa, że nie bardzo potrafią nadrobić ten deficyt w wieku dojrzewania.
Każdy posługujący się zdrowym rozsądkiem człowiek zada pytanie – no dobra, ale co z tego? W czym to wszystko przeszkadza, dlaczego to leczyć. Czy warto? Pytanie tym bardziej uzasadnione, że leczenie chirurgiczne bywa tutaj bardzo niewdzięczne, wieloetapowe, traumatyczne i niekiedy rozczarowujące. Nie da się czasem wyczarować czegoś z niczego.
Da się przeżyć życie ze spodziectwem. Powikłania, potknięcia i efekty leczenia chirurgicznego w niektórych przypadkach mogą mieć gorszy wpływ na zdrowie człowieka, niż pierwotnie sama wada.
Argumentacja w rozważaniach o zasadności leczenia chirurgicznego jest różna w zależności od tego, jak poszczególne elementy wady są nasilone.
Krótka cewka – cewka nie musi być na szczycie żołędzi, żeby można oddawać mocz na stojąco (czyli tak jak zdecydowana większość chłopców od przedszkola) i w naturalny sposób spółkować i płodzić. Ujście cewki na brzusznej stronie prącia w jego dalszej części jest więc wadą czysto kosmetyczną. Nieprawidłowo zlokalizowane ujście niezbyt często, ale bywa zwężone. Pacjent – niemowlę – po prostu oddaje mocz strumieniem cienkim jak igiełka. Ta sytuacja wykracza poza kosmetykę, ma swoje konsekwencje i wymaga leczenia ze wskazań zdrowotnych a nie tylko estetycznych.
Rozszczepiony napletek, skóra układająca się w formie garba na grzbiecie prącia. Bywa, że jest to najbardziej rzucająca się w oczy cecha spodziectwa. Jednocześnie pozostaje ona tylko i wyłącznie defektem kosmetycznym.
Przygięcie prącia czyni go mniejszym, może uniemożliwiać lub znacznie utrudniać spółkowanie. W połączeniu z niedorozwojem cewki może wykluczać naturalne typowe współżycie, naturalna zapłodnienie i oddawanie moczu na stojąco. Estetycznie jest stygmatyzujące. Ale można mocz oddawać na siedząco, a wspomaganie zapłodnienia w takich sytuacjach nie jest technicznym wyzwaniem. To na ile oddziałuje to na psychiczny dobrostan człowieka jest w dużym stopniu indywidualne, choć zapewne większość odbiera to jako niepełnosprawność. Dlatego można uznać, że przygięcie jest w wielu przypadkach największym problemem w jednoznacznie wyrażonych postaciach spodziectwa. Rzadko widywana rotacja prącia jest bardzo trudna do skorygowania chirurgicznego , a jeśli już to kosztem długości prącia. Jednocześnie nie jest ona bardzo istotna dla prawidłowej funkcji narządu.
Niedorozwój i brak zróżnicowania tkanek brzusznej powierzchni prącia o którym wspomniałem to raczej techniczny problem z punktu widzenia chirurga.
Podsumowując powyższe akapity, abstrahując od rozważania za i przeciw – ktoś zapyta co zrobiłbym, jeśli problem dotyczyłby moich synów… Wyrażając mój subiektywny punkt widzenia powiem, że podjąłbym leczenie chirurgiczne, mając na uwadze aspekty psychologiczne i estetyczne w życiu dorosłego mężczyzny. Pomimo wszystkich niedogodności leczenia. Pozostawiłbym bez leczenia jedynie spodziectwa żołędziowe z częściowym rozszczepem napletka.
Chcę jednak zwrócić uwagę, że znam dorosłych ze spodziectwem, którzy nie postrzegają swojego stanu jako niepełnosprawności. Mam również znajomych, którzy z odpowiedzialnością i przytomnym spojrzeniem na świat nie korygują u swoich dzieci niewielkiego spodziectwa.
O tym jak trudnym doświadczeniem jest leczenie chirurgiczne spodziectwa dla pacjenta, rodziców i w pewnym stopniu lekarza decyduje w dużej mierze wiek w jakim przeprowadza się leczenie. Chodzi tu głównie o emocje chorego oraz to co zostaje z nich w jego pamięci. Mając na uwadze to kryterium uważa się, że optymalnym okresem jest czas między 6 a 18stym miesiącem życia. Zawęziłbym ten powszechni akceptowany okres do 8-10 miesiąca jeśli ogólna kondycja dziecka jest dobra. Chodzi o moment, kiedy dziecko nie rozpoczęło jeszcze intensywnej eksploracji otoczenia, a sama obecność mamy go satysfakcjonuje i pociesza. Te dzieci niekiedy potrafią się uśmiechać przy opatrunku, mniej się boją, nie żyją w ciągłym lęku przed opatrunkami i wizytami. Mamy też niekwestionowaną przewagę fizyczną, dzięki czemu opatrunki przebiegają sprawniej. Pozostawienie jedynie krótkiego cewnika w cewce połączone z tak zwanym podwójnym pieluchowaniem sprzyja sprawnemu drenażowi moczu z pęcherza. Ochrona opatrunku przed stolcem u małych dzieci jest skuteczna jeśli tylko rodzice należycie angażują się w pielęgnację. Wiek późnoniemowlęcy jest najlepszym okresem do leczenia chirurgicznego spodziectwa.
Leczenie chirurgiczne spodziectwo w wieku przedszkolnym i szkolnym to okrucieństwo. Ciężko znaleźć argumenty za leczeniem w tym wieku.
Wiek nastoletni lub dorosły – tutaj jest pole do pewnej dyskusji i licytowania się na argumenty. W tym wieku prącie jest większe, a zabieg technicznie pewniejszy i łatwiejszy. Choć nie sprzyjają prawidłowemu gojeniu nieustanne wzwody. Większa jest też w tym wieku tendencja do ropienia rany. Uważam jednak, że dla świadomego, ale nadal zagubionego nastolatka i młodego mężczyzny w większości przypadków leczenie spodziectwa jest ogromną traumą, mającą długotrwałe konsekwencje emocjonalne. Absolutnie nie powinno być strategią z wyboru.